Z przymrużeniem oka, vol.1

Kiedyś napisze książkę o takich przypadkach. Raz na jakiś czas zdarzają się takie imprezy, do których „nie do końca jesteśmy przekonani”. I to nie chodzi o to, że nie lubimy robić imprez. Przeciwnie, przecież to nasza praca. Chodzi bardziej o to pewne przeczucie, które towarzyszy nam już od pierwszego kontaktu z klientem. Ta aura niepewności i pewnej tajemniczości, która rozpościera się nad osobą szacownego klienta. Na usta cisną się pytania, których po prostu nie możemy zadać. Ale co tam, działamy, sami obserwując co się wydarzy.

Abstrahując od samej realizacji, finał jest epicki. Stoję pod hotelem. Dzwonię.

-Panie Waldku, to ja,  gdzie Pana znajdę?

-Wojtuś – mówi wyraźnie podekscytowany Pan Waldek – Czy ty jesteś samochodem? – prawie krzyczy

Kurcze no jestem, przecież wiadomo, że nie przyjechałem rowerem. O co mu znowu chodzi?

-Tak, jestem autem – mówię wyraźnie, bo Waldek ma już swoje lata

-Kurwa, to nie będziesz mógł pić – mówi Waldek wyraźnie zawiedziony – No nic, przychodź do 015.

Uśmiecham się pod nosem i walę do 015. Pukam. Drzwi otwiera pan Waldek z literatką w ręku. W głębi pokoju siedzi dwóch wyraźnie rozluźnionych gentelmanów, podobnie jak Pan Waldek, sączących alkohole mocne.

-Siadaj. Nie śpieszysz się prawda?

I co mam mu odpowiedzieć? Że dzieci płaczą? Że obiecałem żonie być w domu przed 19-tą? Że nie chcę być świadkiem tego przedstawienia?  Miałem po prostu zostawić fakturę i odebrać kasę, a teraz siedzę jak intruz w środku męskiej posiadówy. Muszę przyznać, że szybko zostałem jednak „pełnowartościowym” członkiem tego spotkania i interlokutorem dla zgromadzonych. Klasa dżentelmenów po paru głębszych – szacuneczek. Nic złego powiedzieć nie można. Szybko zorientowałem się, że tak właśnie pan Waldek rozgrywa swoich klientów. A ja przez moment byłem tego świadkiem i elementem całej zabawy. Sytuacja była jednak lekko niezręczna, bo w końcu przyszedłem po kasę. Po 40 minutach tej dwuznacznej sytuacji mój wzrok spotkał się ze wzrokiem pana Waldka i chyba zrozumiał, że czas „załatwić sprawę”. Grzecznie przeprosił swoich gości i ruchem ręki wskazał na sąsiednie pomieszczenie.

Przeszliśmy do pokoju obok, ale jak to w hotelu, pokój w pokój, wszystko widać i wszystko słychać. Dalej niezręcznie. Waldek też to chyba zauważył, bo w sąsiednim pokoju nawet się nie zatrzymał tylko pognał prosto do kibla. Kurwa – myślę sobie – pal sześć, przynajmniej w końcu dostanę kasę i będę mógł sobie pójść. Nieskrępowany Pan Waldek nawet nie próbował tłumaczyć sytuacji, a ja udawałem, że sytuacja mnie nie wzrusza. Zawsze się rozliczam w kiblu. A co? Waldek wyciągnął z kieszeni plik banknotów i zaczął niezdarnie liczyć. Szło mu to jednak nie tak, jak sobie tego wyobrażał. Dłonie nie nadążały za głową. Zdenerwowany wcisnął mi kasę w ręce i rzucił – Masz, licz!

Policzyłem. A licząc miałem jeszcze chwile, żeby wyjść z siebie i spojrzeć z dystansu na to co właśnie robimy. Znacie to uczucie kiedy wszystko zwalnia a twoje myśli działają pełną parą. Siedzę z leciwym gentelmanem mocno chwiejącym się na nogach w hotelowym kiblu i liczymy kasę na muszli klozetowej. Obok, dwóch pozostałych gości świetnie się bawi i śmieje się do rozpuku. Chcąc szybko zamknąć temat, biorę kasę w kieszeń i mocno ściskam rękę Pana Waldka jeszcze w kiblu by tradycyjnym shake hands zatwierdzić udany mniej lub bardziej biznes. Kiwając z akceptacją głową wymieniamy kurtuazyjne uśmiechy. Wychodząc żegnam się grzecznie z rozbawionymi gentelmanami, którzy nie kryjąc sympatii wobec mojej osoby rzucają się do nadereuforystycznego pożegnania jakbyśmy co najmniej razem wypili dwie stojące na ladzie puste już zerosiódemki.

Wychodzę energicznie na zewnątrz. Łapę łakomie świeże powietrze. Maszeruję szybko do samochodu. Uśmiecham się do siebie pod nosem  i myślę sobie „Ja pierdole, co to kurwa było?”

 

 


Idealny czas na skitoury!

Mimo, że zima w tym roku nieco w kratkę, to w pewnym sensie jeszcze sezon w pełni, dlatego postanowiliśmy wrócić do tematu imprez narciarskich. Nie będziemy jednak opowiadać o alpejskich nartostradach, ani nawet o stokach Białki Tatrzańskiej i przepustowości jej wyciągów. Dlaczego – dlatego, że to temat powszechnie znany popularny i nie wymagający jakichś większych rozpraw. Oferta narciarstwa zjazdowego na rynku jest bardzo szeroka i popularna, a mnogość ofert i możliwości może przyprawić o zawrót głowy. Być może kiedyś poruszymy ten temat bardziej szczegółowo, jednak tym razem pragniemy pochylić się szerzej nad tematem Skitouringu.

 

Skitoury to połączenie kilku aktywności, które razem mogą dać mnóstwo frajdy i dobrej zabawy, a jednocześnie porządnie zmęczyć. Mogą być też bardzo ciekawym pomysłem dla małych i średnich grup, na turystyczną przygodę w górskich klimatach. Skitouring to połączenie turystyki górskiej, narciarstwa biegowego, zjazdowego i alpinizmu. Sprzęt skitourowy (narty, wiązania, buty i “foki”) pozwala, dzięki budowie wiązań (z ruchomą piętą), oraz nakładkom na ślizgi wykonanym ze specjalnego włosia, na pokonywanie w nartach nawet mocno nachylonych podejść. Po osiągnięciu szczytu wiązania przepinamy na opcję zjazdu i możemy cieszyć się, w zależności od miejsca zjazdu, normalnym lub ekstremalnym narciarstwem zjazdowym.

Dlaczego Skitouring? Ponieważ jest to coś innego, jest to zabawa, która łączy kilka aktywności i naprawdę pozwala się sprawdzić, oraz zaproponować klientom novum w tematyce związanej z imprezami na świeżym powietrzu w okresie zimowym. Może to być ciekawa opcja dla grup chcących w zimie spróbować atrakcji turystycznej, wycieczki, którą bez nart, ciężko by było przeprowadzić kiedy w górach “śniegu po pas”.

Jak się do tego zabrać? Oto nasz przewodnik “step by step”:

W pierwszym kroku na pewno dobrze poznać oczekiwania klienta (grupy) i wybadać, czy tego typu atrakcja, wiążąca się z jednak dosyć znacznym wysiłkiem fizycznym, będzie odpowiadała profilowi i preferencjom uczestników. Może da się podzielić grupę ze względu na przygotowanie fizyczne i stopień zaawansowania narciarskiego tak, aby nikogo nie postawić przed zadaniem, które znacznie przerośnie jego możliwości.

Krok drugi to odpowiednie dobranie trasy (tras) i zaplanowanie przebiegu czasowego przejścia zakładając minimum 15 procentowy zapas w stosunku do opisów trasy, które znajdziecie w źródłach (w zależności od zaawansowania grupy). Wielu osobom skitouring kojarzy się z nie wiadomo jakimi wysokościami i wielką ekstremą, a tak naprawdę sport ten można uprawiać na niewielkich wzniesieniach i standardowych szlakach turystycznych, w Beskidach czy jeszcze niższych górach.

W internecie znajdziecie wiele opisów miejsc skitourowych, zarówno w naszym kraju, jak i poza jego granicami (np: http://www.skitourguide.net/ )

Znalezienie sprzętu – tutaj należy dokładnie przemyśleć strategię, ponieważ sprzęt skitourowy nie “zalega” na półkach w każdej klasycznej wypożyczalni i w zależności od lokalizacji trasy jaką chcemy przejść, trzeba się zastanowić czy przywozić sprzęt ze sobą czy szukać na miejscu. Ważne, aby sprawdzić i zarezerwować wcześniej dostępność i ilości kompletów w zależności od liczebności grupy.

Często zdarza się, że trzeba posiłkować się kilkoma wypożyczalniami w różnych miejscach i zadbać o transport sprzętu do miejsca startu. Cena wynajęcia sprzętu zaczyna się od 70 pln/za dobę w zależności od miejsca, klasy sprzętu i długości rentalu (zwykle jednak jest to ok 90-100 PLN za komplet).

Przygotowanie planu przejścia i logistyki – czyli jak to zorganizować, aby nie popełnić błędu. W zależności od liczby uczestników przejścia warto postarać się o stworzenie grup dostosowanych wydolnościowo i umiejętnościowo. W przypadku ekip początkujących warto zapewnić minimum 1-2 przewodników-instruktorów na 10 uczestników. Szczególnie na początku pojawi się wiele pytań i błędów i ważne jest aby przewodnik-instruktor był w stanie na nie odpowiedzieć i pomóc przy sprawach tak prozaicznych jak ustawienie wiązań, poprawienie zsuwającej się foki czy ustawienie butów.

Dobrze jeśli jeden z instruktorów prowadzi a drugi na tzw. “zamku” zamyka grupę. Przy tego typu aktywności niezmiernie ważne dla sukcesu przedsięwzięcia jest także przygotowanie planu B tak, żeby w sytuacji awaryjnej była osoba, która będzie mogła sprowadzić uczestnika, którego na przykład obtarły buty lub złapał go skurcz. Są to przygody często zdarzające się  początkującym podczas skitouringu, dlatego ważnie jest, aby taka sytuacja nie zmusiła do odwrotu lub skrócenia trasy całej grupy i jednocześnie nie wpłynęła na sukces całej realizacji.

Kilka ważnych szczegółów:

- przygotuj uczestników pod kątem ubioru! W terenie górskim pogoda może się szybko zmienić, dlatego warto mieć mały plecak z dodatkową kurtką lub parą rękawic.

- pamiętaj o napojach i ewentualnych przekąskach

- nie oszczędzaj na dodatkowych osobach supportujących

- dobierz instruktorów znających trasę i sprzęt

- odpowiednio dobierz trasę i zaplanuj czas

- w miarę możliwości przygotowując imprezę przejdź wcześniej trasę, przelicz czasy, zaplanuj postoje i ewentualne miejsca odwrotu.

 

Przy odpowiednim przygotowaniu i przeprowadzeniu atrakcja taka może być bardzo ciekawą formą aktywności dla grup w sezonie zimowym. W czasach, kiedy każdy był już “wszędzie” i miał już “wszystko”, warto może “łaskawszym okiem spojrzeć na skitouring. Naprawdę miłe jest charakterystyczne szuranie śniegu pod fokami, kiedy przy pięknej pogodzie podziwiasz górskie widoki.

Oczywiście w przypadku pytań bądź wątpliwości – piszcie, pytajcie, z pewnością pomożemy. Teraz już kończę, wpinam narty i ruszam do góry. Pozdrawiam i życzę powodzenia w skitourowaniu.

 

#imprezy skitour ,  #eventy narciarskie

 

 

 


Zima daje radę!

Zima daje radę! Cieszy nas to, że zima w tym roku "się spisuje".
Dużo śniegu, słońce i lekki, mniej lub bardziej, mrozik.
No po prostu idealne warunki do tego, aby aktywnie spędzać czas w zimowych warunkach.
Nie da sie ukryć, że trzeba mieć w sobie odrobinę zacięcia i siły, żeby w takich
warunkach eksplorować, choćby naszą Jurę. Dlatego zmotywowani nastawieniem kilku grup,
które mieliśmy okazje gościć w ubiegłych tygodniach, postanawiamy stawiać je za wzór i
promować jurajską aktywność zimową. A my z naszej strony postaramy się udowodnić, że
zimowa aura nie jest przeszkodą tylko alternatywą dla odkrywania regionu i realizowania
swoich pasji.
Grunt to współdziałanie. Kilka dni temu grupa naszych gości postanowiła
eksplorowac naszą Jurę w sposób najbardziej naturalny z możliwych, czyli przechodząc ją
na własnych nogach. Pogoda dopisała, choć spacer w kopnym śniegu, przy temperaturze
nie przekraczającej -10 stopni, do najłatwiejszych nie należał. My zadbaliśmy o to,
by w trakcie zabawy nikt się nie nudził, ale także o to, by w odpowiednim momencie rozgrzać uczestników zabawy gorącym posiłkiem przy ognisku. Nasi goście odwdzięczyli się zapałem i hartem ducha biorąc na warsztat to, co wydawać by się mogło jest domeną letnich eksploracji jurajskich, mianowicie zadania "na wysokości".
Frajda zarówno dla nich jak i dla nas. I co da się?
Oczywiście, że się da. Grunt to dobre nastawienie i współpraca.
A widok zachodu słońca obserwowany z wysokości Jurajskich ostańców... bezcenny.


Nasza nowa strona!

Ta daaam! Startujemy z nową odsłoną naszej strony internetowej. To będzie teraz nasze medium do komunikacji ze Światem. Zapraszamy, odwiedzajcie, obserwujcie co się u nas dzieje. Będzie nam miło. A zupełnie przy okazji postanowiliśmy zmienić jeszcze kilka innych rzeczy. Zaraz po stronie internetowej do zmiany idzie nasze lokum! Tak, tak, zwiększamy nie tylko obroty, ale także powierzchnie, w których urzędujemy. Teraz będziemy mieli swój biurowiec! No może to trochę przesada, ale poprawiamy sobie komfort pracy. Życzcie nam szczęścia na nowej drodze życia.

Wierzymy mocno, że będzie to naprawdę dobra zmiana. ;-)


Leniwa niedziela

Listopad nie jest w branży produkcji eventów miesiącem “żniw”, dlatego może właśnie teraz naszło nas na przemyślenia, jaka jest recepta na udaną organizację i realizację imprezy integracyjnej?

Choć długoletnia praca w “przemyśle spotkań” i zrealizowanie produkcji liczone już w tysiącach, nie służy pełnemu utrzymaniu entuzjazmu przy każdej organizacji eventu, to daje spory materiał poglądowy i porównawczy, jak to wszystko działa.

Często w “sezonie” mimo, realizowania eventów z dużymi budżetami i na tak zwany “wysoki połysk”, pojawia się problem w złapaniu odpowiedniej “chemii” z klientem i uczestnikami. Nie rzadko rozprawiamy nad tym, dlaczego mimo udanej realizacji, pełnego profesjonalizmu, uniknięciu “fuckupów” wszelakich i ogólnie sukcesu realizacji, to w głębi duszy nie mamy 100 procentowej satysfakcji. Dlaczego nie odczuwamy takiej radości, jak po swoich pierwszych imprezach, w których było wiele niedociągnięć i powiedzmy to szczerze, człowiek zostawiał sobie trochę miejsca na zwykle kontrolowaną, ale improwizację.

Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej dociera do mnie, że wtedy po prostu się tym bawiłem. Integrowałem się z tymi ludźmi tak samo jak oni integrowali się we własnej grupie, przeżywałem event, nie jako osoba sterująca nim z boku, ale jako jego uczestnik.

Zdajemy sobie sprawę, że zawód “Event Managera” to jedno z bardziej stresujących zajęć, a ilość “elementów układanki”, które należy skoordynować podczas każdej realizacji może przyprawić o zawrót głowy. Dochodzi do tego zmęczenie, odpowiedzialność, kontakt z klientem, podwykonawcami itd. Dlatego wiele osób znających się “na rzeczy” zapyta “gdzie tu miejsce na zabawę?” I ciężko się z nimi nie zgodzić.

Wczoraj, podczas nieciekawej pogodowo listopadowej niedzieli, mieliśmy okazję organizować mały event dla 12 osobowej grupy. Może dlatego, iż nie była to realizacja priorytetowa,  ani nie musieliśmy potem jechać na kolejną imprezę, a 2 noce wcześniej spaliśmy normalnie we własnych wyrkach, to wspólnie doszliśmy do wniosku, że nasza satysfakcja była nawet większa niż po wzorowo zrealizowanej gali z fajerwerkami, laserami, artystami, confetti i rozdmuchanym budżetem.

Mały scenariusz kreatywny, fajna grupa, dobry kontakt, luz i dobre nastawienie. Bawiła się grupa, bawiliśmy się i my. To był jeden z tych momentów, po których wcale nie marzy ci się jedynie “szybka zwijka” i powrót do domu na latającym dywanie.

Może to jest właśnie recepta na udaną imprezę?


Jesienne porządki

My też musimy sprzątać! Nasza przeprowadzka wymusiła na nas potrzebę ogarnięcia kilku rzeczy, które od jakiegoś już czasu zostawialiśmy „na potem”. No, ale teraz już nie ma wyjścia, także dzielnie zabieramy się do pracy. Logistyka logistyką a przecież wielkimi krokami zbliża się Mikołaj. I tutaj też nie zasypujemy gruszek w popiele. Mocno liczymy na to, że uda nam się pobić rekord z zeszłego roku kiedy to przez nasze ręce prosto do milusińskich przeszło ponad 2500 paczek. W tym kontekście cieszymy się bardzo, że mamy teraz większe biuro. Ho Ho Ho!